Po zajęciach z wychowawczynią, zwinęłam się ze szkoły. I tak reszte godzin to mieliśmy same zastępstwa i nic byśmy pożytecznego nie robili. Skierowałam się w stronę baru. Dziś miałam dopiero na 20, a była dopiero 12. Jasper miał na pierwszą zmianę, więc po prostu go odwiedzę.
***
Siedzieliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy. Miał przerwę, więc nikt nie robił problemu.
- Grace, nie możesz tak. -odezwał się kręcąc szklanką z wodą w dłoni.
- Co masz na myśli? -spytałam lekko mrużąc oczy.
- Nie możesz uciekać ze szkoły, jak Ty chcesz skończyć te studia, skoro wciąż opuszczasz zajęcia?
- I tak nic tam nie robimy, więc na co mam tam siedzieć i marnować czas.
- Ale..
- Nie Jas. Żadnych "ale", uszanuj mój wybór, proszę.
Spojrzał na mnie smutno.
- Martwię się o Ciebie. -odstawił szklankę i położył dłoń na mojej delikatnie zaciskając ją w uścisku.
- Jas, na prawdę nie musisz. -spróbowałam się szczerze uśmiechnąć. Ale nie wyszło..
Westchnął, chciał coś powiedzieć, ale w tedy podeszła Rose, szefowa i kazała chlopakowi wracać do pracy.. sama skarciła mnie wzrokiem i wróciła na zaplecze. Zostałam sama. Wpatrywałam się w swój napój i zaczęłam zastanawiać się nad propozycją Jaspera, abyśmy pojechali wraz z Alice i Matt'em na namioty. Nagle ktoś podszedł do stolika i odsunął krzesło, na którym wcześniej siedział Jas. Uniosłam wzrok i aż mnie.. zatkało. Na przeciw mnie stał wysoki brunet, dobrze zbudowany, bardzo przystojny.. natychmiast zapomnialam o namiotach.
- Mogę się dosiąść? -spytał, seksownym głosem.
Nie mogłam z siebie słowa wydusić, więc tylko skinęłam głową i lekko się uśmiechnęłam.
Maks? ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz